
Skręcone kolano na trasie zjazdowej, zderzenie dwóch narciarzy albo zgubiony szlak po zmroku – w takich chwilach najwięcej zależy od tego, jak szybko wiadomość dotrze do ratowników. Numery alarmowe, aplikacja Ratunek, sygnały nadawane bez zasięgu i znaki dla załogi śmigłowca to wiedza, którą najlepiej mieć w głowie jeszcze przed wyjazdem. Do tego pytanie, kto odpowiada za pomoc na trasie narciarskiej, a kto na górskim szlaku – a na końcu można sprawdzić, czy w razie wypadku wiesz, co robić.
Zasady opisuje ustawa z 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, która obowiązuje od 31 grudnia 2011 r. Rozróżnia ona ratownictwo narciarskie i górskie. Za to pierwsze odpowiada zarządzający zorganizowanym terenem narciarskim – to on ma organizować i finansować działania ratownicze. Na trasie może je prowadzić ratownik narciarski albo ratownik górski, a obejmują one przyjęcie zgłoszenia, dotarcie na miejsce ze sprzętem, pierwszą pomoc, zabezpieczenie miejsca wypadku, ewakuację i transport do placówki medycznej.
Ratownictwo górskie mogą wykonywać tylko podmioty, które dostały zgodę ministra spraw wewnętrznych i zostały wpisane do rejestru jednostek współpracujących z Państwowym Ratownictwem Medycznym. W Tatrach pomocy udziela TOPR, a GOPR działa w siedmiu grupach regionalnych: Beskidzkiej, Bieszczadzkiej, Jurajskiej, Karkonoskiej, Krynickiej, Podhalańskiej i Sudeckiej. Przed wyjazdem warto sprawdzić, gdzie leży wybrany ośrodek – pomaga w tym nasz przegląd stoków i wyciągów narciarskich w Polsce.
GOPR i TOPR podają te same numery alarmowe. Różnica dotyczy sytuacji, gdy sieć ledwo działa:
Gdy w miejscu zdarzenia telefon nie łapie sieci, TOPR radzi rozważyć przejście np. w rejon grani albo tam, gdzie zasięg był wcześniej.
GOPR wskazuje bezpłatną aplikację Ratunek (iOS i Android) jako najlepszy obecnie sposób wezwania pomocy w górach. Zgłoszenie trafia do ratowników razem z dokładną lokalizacją i numerem telefonu, więc dyżurny nie musi dopytywać o podstawy. To szczególnie ważne, gdy poszkodowany nie jest w stanie sam opisać, gdzie się znajduje. Najlepiej zainstalować ją przed wyjściem na stok lub szlak, choć w awaryjnej sytuacji – przy zasięgu i sprawnym telefonie – da się ją pobrać nawet na miejscu. Dzwonienie na numery alarmowe zostaje dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą jej używać, np. na starszym telefonie.
Pytania ratownika nie są biurokracją, tylko sposobem, żeby szybko trafić na miejsce. Według GOPR przy zgłoszeniu telefonicznym trzeba podać:
TOPR uspokaja, że nie trzeba się zawczasu martwić, co powiedzieć – dyżurny sam pokieruje rozmową. Może zapytać także o warunki na miejscu, numery innych osób i sprzęt, jaki mają ze sobą poszkodowani, np. latarkę, kask czy ciepłe ubranie. Jedna zasada jest żelazna: nigdy nie rozłącza się jako pierwszy. O końcu połączenia decyduje ratownik.
Kodeks FIS, który GOPR przytacza w poradach dla użytkowników tras, mówi jasno: każdy, kto jest w pobliżu wypadku, powinien pomóc poszkodowanemu. Chodzi o pierwszą pomoc, zawiadomienie służb i zabezpieczenie miejsca, np. przez wbicie nart lub kijów powyżej leżącej osoby. Uczestnik albo świadek wypadku ma też obowiązek podać swoje dane osobowe.
Jeśli na miejscu jest kilka osób, GOPR radzi zostawić przynajmniej jedną przy poszkodowanym, a resztę wysłać po pomoc. Zapamiętanie szczegółów miejsca ułatwi potem wskazanie go ratownikom. Na trasie narciarskiej o wypadku można też powiadomić ratownika, obsługę wyciągu, kolejki lub schroniska.
Gdy bateria padła albo nie ma sieci, zostają metody tradycyjne. Międzynarodowy znak wzywania pomocy w górach to sygnał dźwiękowy lub świetlny nadawany sześć razy na minutę, czyli co 10 sekund, a potem minuta przerwy. Odpowiedź brzmi tak samo, tylko dwa razy rzadziej – trzy razy na minutę. GOPR zaznacza, że ma to sens tam, gdzie sygnał widać lub słychać, np. w wyższych partiach Tatr, Babiej Góry, Bieszczad i Karkonoszy, bo w lesie drzewa tłumią dźwięk i zasłaniają światło.
Załodze śmigłowca prośbę o pomoc pokazuje się obiema rękami uniesionymi w kształt litery Y. Gdy pomoc z powietrza nie jest potrzebna, prawą rękę podnosi się do góry, a lewą trzyma lekko pochyloną w dół – sylwetka przypomina wtedy literę N. GOPR przestrzega, by nie machać rękami bez potrzeby, bo pilot może przerwać lot do innego, poważnego wypadku. TOPR dodaje, że podmuch spod wirnika potrafi poderwać przedmioty i przewrócić stojącą osobę, więc rzeczy trzeba zabezpieczyć.
Ratownicy starają się dotrzeć jak najszybciej, ale przy złej pogodzie, zagrożeniu lawinowym lub późnej porze oczekiwanie może się wydłużyć nawet do kilku godzin. Według TOPR ratownictwo w Tatrach Polskich i innych górach w Polsce jest bezpłatne. Inaczej jest po słowackiej stronie granicy: tam akcję prowadzi Horská záchranná služba i jest ona płatna, dlatego przy wyjściach szlakami granicznymi TOPR zaleca ubezpieczenie od kosztów akcji ratowniczej ze śmigłowcem.
Na zorganizowanej trasie za ratownictwo odpowiada jej zarządzający, w górach – uprawnione służby, czyli TOPR i GOPR. Pomoc najszybciej wzywa się aplikacją Ratunek albo pod numerem 985 lub 601 100 300, a przy słabym zasięgu – pod 112. Dyżurnemu trzeba powiedzieć, gdzie i co się stało, nie rozłączać się pierwszym, a bez sieci nadawać sygnał co 10 sekund.
5 pytań · minuta