
Ujęcie z góry na pustą trasę o świcie albo zjazd z kumplami nagrany z powietrza: mały dron mieści się w kieszeni kurtki i coraz częściej jedzie razem z nartami i deską. Stok to jednak miejsce pełne ludzi, wyciągów, a czasem śmigłowców ratunkowych, a dron w świetle prawa jest statkiem powietrznym. Wyjaśniamy, co mówią unijne i polskie przepisy, które obowiązują także w Alpach – a na końcu możesz sprawdzić, czy twój filmik z wyjazdu nie skończyłby się kłopotami.
Od 31 grudnia 2020 r. w całej Unii obowiązują wspólne zasady dla dronów, a w Polsce ich stosowanie nadzoruje Urząd Lotnictwa Cywilnego. Amatorskie loty rekreacyjne mieszczą się zwykle w tak zwanej kategorii otwartej. Jej plus jest taki, że nie trzeba prosić ULC o zezwolenie na każdy lot. Minus: trzeba znać warunki, a na stoku spełnić je jest trudniej niż na pustej łące za miastem.
Według ULC każdy, kto chce latać dronem o masie powyżej 250 g albo dronem z kamerą, musi się zarejestrować oraz przejść szkolenie i test online. Wszystko załatwia się w systemie drony.gov.pl. Najważniejsze szczegóły:
Dobra wiadomość dla wyjeżdżających za granicę: numer operatora z Polski jest ważny we wszystkich państwach członkowskich EASA, czyli Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego. Drugi raz rejestrować się nie można.
Kategoria otwarta dzieli się na trzy podkategorie, a każda inaczej traktuje ludzi na ziemi. To kluczowe na trasie, gdzie co chwilę ktoś przejeżdża pod dronem.
Minimalna odległość pozioma przy lotach dronem. Źródło: Urząd Lotnictwa Cywilnego, ulc.gov.pl (odczyt 26.10.2026).
Kolejka do wyciągu, taras przy schronisku czy meta zawodów amatorskich to miejsca, gdzie dron nie powinien przelatywać nad głowami. Cięższy sprzęt z kamerą zostaje w praktyce na ujęcia z daleka od tłumu.
W górach łatwo przekroczyć limity, nawet o tym nie wiedząc. Zasady kategorii otwartej mówią jasno:
Ten ostatni punkt dotyczy też wieczoru w barze przy dolnej stacji: po piwie nie siada się ani za kierownicą, ani za aparaturą sterującą.
Przepisy zabraniają przelatywania w pobliżu albo w granicach obszarów, na których trwają działania ratownicze, chyba że odpowiednie służby na to pozwolą. Na stoku oznacza to proste zachowanie: gdy ratownicy zajmują się poszkodowanym albo słychać nadlatujący śmigłowiec, dron ląduje i nie wraca w to miejsce. Nagranie akcji ratunkowej nie jest warte utrudniania pracy ludziom, którzy ratują zdrowie.
W Polsce każdy lot drona podlega zgłoszeniu do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Przed startem robi się check-in w aplikacji DroneTower, która pokazuje, czy w danym miejscu można latać dronem tej wielkości i masy. Każde państwo EASA wyznaczyło też strefy geograficzne, w których loty są możliwe, ograniczone albo wykluczone. Kto zabiera drona w Alpy, powinien przed wyjazdem sprawdzić mapę stref w kraju docelowym, a na miejscu także regulamin ośrodka. Pełne zasady kategorii otwartej opisuje strona Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Mały dron na nartach może dać świetne ujęcia, ale tylko z rejestracją, zaliczonym testem online i przestrzeganiem zasad. Najbezpieczniej jest latać z dala od tłumu, w zasięgu wzroku, nie wyżej niż 120 m nad terenem, na trzeźwo i nigdy w pobliżu akcji ratunkowej. Numer operatora z Polski działa w całej EASA, ale strefy trzeba sprawdzać w każdym kraju osobno. A kto chce najpierw zobaczyć, jak wyglądają trasy w Alpach, znajdzie je w naszej galerii Narty w Europie – zdjęcia tras i ośrodków.
5 pytań · minuta